św. Franciszek Salezy
Pokusa nigdy nie ma takiej siły jak wtedy, kiedy pozostajemy bezczynni.

Polskie Radio Pr. I - audycja o Szwoleżerach

Polskie Radio I

Poniedziałek, 3 lutego 2014r.

Red. Barbara Sułek-Kowalska

 

Szwoleżerowie, baczność! To było zaledwie wczoraj, w samo południe, więc nasz poranny felieton jest niemal na żywo z tego wydarzenia. W parafialnym kościele świętej Trójcy w Belsku, pod Grójcem, jak co roku ksiądz proboszcz Marek Balcerzak witał Szwadron Honorowy Trzeciego Pułku Szwoleżerów Mazowieckich imienia pułkownika Jana Leona Hipolita Kozietulskiego. Młodsi i starsi szwoleżerowie, w pięknych mundurach przedwojennego pułku, w czapkach ze żółtymi otokami, każdy z szablą przy boku przyjechali z Warszawy, by uczcić swojego patrona, sławnego pułkownika z czasów napoleońskich. Bowiem Jan Hipolit Kozietulski, obdarzony zaufaniem cesarza oficer, tam właśnie, w kościele w Besku został pochowany, choć umarł w Warszawie. Rocznica jego przedwczesnej śmierci mija właśnie dzisiaj.

Oto co mówią dokumenty: „roku tysiąc osiemset dwudziestego pierwszego dnia trzeciego lutego Jan Kozietulski Pułkownik Woysk Polskich, kawaler wielu orderów, mając lat czterdzieści trzy, umarł o godzinie jedenastej przed północą w domu przy ulicy Leszno pod numerem sześćset pięćdziesiątym dziewiątym, będąc bezżennym”. Dzieje napoleońskich szwoleżerów, w tym i osobno Kozietulskiego, opisał Marian Brandys w dwóch zupełnie niezwykłych książkach „Koniec świata szwoleżerów” oraz „Kozietulski i inni”. Dzięki niemu wiemy, że „po grzebie warszawskim, w którym uczestniczyła cała prawie ludność stolicy, trumnę ze zwłokami sławnego kawalerzysty złożono w grobach rodzinnych Walickich w Belsku pod Grójcem”. Walicka była bowiem rodzoną siostrą pułkownika mieszkała we dworze w Małej Wsi, gdzie i dzisiaj zajeżdżają szwoleżerowie.

Ten wybitny żołnierz, znany ze swej patriotycznej postawy, przeszedł do historii przede wszystkim jako dowódca słynnej szarży pod Samosierrą, szarży, która w 1808 roku otworzyła Napoleonowi drogę na Madryt. Ma swoje popiersie w Parku Łazienkowskim, w bardzo niefortunnym miejscu, bo niemal na tyłach Pałacyku Myślewickiego. Ale szwoleżerowie z Honorowego Szwadronu jego imienia i tam go odwiedzają 30 listopada każdego roku, bo właśnie wtedy przydarzyła się Polakom owa sławna szarża. Byłam w Łazienkach i w tym roku, i w poprzednich latach. Nie wiedziałam, kogo bardziej podziwiać: czy szwoleżerów, w tych dwóch najmłodszych, którzy specjalnie na potrzeby Honorowego Szwadronu nauczyli się grać na trąbce czy własnego wnuka, niespełna trzyletniego Leona, który z zapałem towarzyszył im na werbelku. A że wśród szwoleżerów stał jego dziadek, było na kogo patrzeć. I chociaż kawalerzyści byli bez koni, bo te do Królewskich Łazienek wjeżdżają tylko wyjątkowo, było z czego się cieszyć.

I to już pora na dobre myśli, bo im przecież ma służyć ten poranny feleton. A myśli jest trochę, bo już przykład Honorowego Szwadronu, który sam podtrzymuje piękne tradycje i przez to uczy innych, skłania do dobrych myśli. I przykład księdza proboszcza Marka Balcerzaka, który w corocznych odwiedzinach szwadronu widzi okazję do niedzielnej lekcji patriotyzmu nie tylko dla młodzieży, też daje okazję do dobrych myśli. No i jeszcze taka całkiem prywatna przyjemna myśl: że może ten Jan Hipolt Kozietulski, sławny pułkownik, znał mojego pra-pra-pra- pradziadka Franciszka Fornalskiego, napoleońskiego kawalerzystę i żołnierza wielkich bitew. O jego przepięknej urody, prawdziwie ułański nagrobek w Kunowie na Ziemi Świętokrzyskiej zatroszczył się spadkobierca nazwiska, Krzysztof Fornalski, mój daleki a nieznany kuzyn, któremu na liście dobrych myśli też należy się miejsce,. Tak bowiem, od czynu do czynu, od słowa do słowa, podtrzymuje się tradycja i idzie dalej przez pokolenia sprawa naszego wielkiego polskiego dziedzictwa.

 

ZAPRASZAMY NA STRONĘ INTERNETOWĄ SZWADRONU: www.3szwol.pl

  • Kontakt
Kontakt z Wikariuszem :-) © 2013 | Pixel graf, 2013